Szyciówka

wymyślam, działam, kombinuję, szyję, szydełkuję, dziergam, wycinam, kleję, patrzę, czytam, mówię, słucham, zwiedzam, szukam, gotuję, piekę... nie potrafię siedzieć z założonymi rękami

Wpisy

  • poniedziałek, 26 stycznia 2015
  • czwartek, 22 stycznia 2015
    • moje Bieszczady

      Wróciłam z Bieszczadów. Spędziliśmy z Małżem kilka fajnych dni, bez presji, bez stresu; uwielbiam ten czas, wyjeżdżamy w jakieś miejsce, "gdzie diabeł mówi dobranoc" i robimy to, co nam się podoba. Tak więc  spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy, spaliśmy, szyłam i robiłam na szydełku; nadrobiłam wpisy na blogu. Powstało kilka fajnych rzeczy, ale chwilę potrzebuję na wykończenia. Trening nordic walking również zaliczony!

      W Bieszczady wracamy na pewno...

       

      Widok na góry z podwórka naszego zajazdu w Hoszowie.

      Zabytkowy zespół pałacowy w Olszanicy z secesyjno - romantycznym pałacem

       

      W Sanoku jest świetny skansen, po którym można spacerować godzinami (nawet mimo deszczu)

       

      Liczna ekspozycja chat z przełomu XIX/XX w. Podobne chaty można spotkać we wsiach.

       

      Charakterystycznym elementem krajobrazu Bieszczadów są stare drewniane cerkiewki prawosławne i greckokatolickie. W skansenie jest kilka bardzo dobrze zachowanych.

       

      Jedną z atrakcji skansenu jest odtworzony (na początku XXI w.) rynek galicyjski. Układ chat, wygląd, wyposażenie i funkcjonalność są bardzo podobne do tych z XIX/XX w. Ja upatrzyłam sobie dom krawca.

       

       

      Nie wiedziałam do tej pory (a może powinnam, ale geografia nie była w szkole moim ulubionym przedmiotem), że w Polsce wydobywa się ropę naftową. Złoża nie są duże ale podobno bardzo dobrej jakości. W skansenie jest spory zestaw rurociągów i maszyn do eksploatacji ropy i gazu od tych prymitywnych z końca XIX w aż do współczesnych (przekazanych ok 2004 r)

       

      Polska nową Arabią Saudyjską ;)

       

      W Sanoku przespacerowaliśmy się uliczkami starego miasta. Uderzyło mnie, że tak dużo jest w mieście małych sklepików odzieżowych, takich "prywatnych" nie należących do sieciówek.

      "W osiemnastowiecznej kamienicy pod nr. 7 działa nieprzerwanie firma założona w 1864 r  pod szyldem „Drogerya i perfumerya” Jana Hydzika. Jest to autentyczny rezerwat handlowej przeszłości miastaz zachowaną oryginalną amfiladą i wystrojem wnętrza. Drogerie na przełomie XIX i XX w. były połączeniem współczesnych sklepów chemiczno–kosmetycznych z apteką. Oferujące przysłowiowe „szwarc mydło i powidło”.

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Ulica_3_Maja_w_Sanoku

       

      W Lesku jest synagoga z XVII w, zachowana z zewnątrz. W środku zdewastowana w czasie wojny. W tej chwili wewnątrz jest jakaś galeria, ale otwarta tylko w sezonie letnim.

       

      Na trasie odwiedziliśmy kilka z wielu pięknych budynków sakralnych. Po przyłączeniu tych terenów do Polski po II wojnie światowej większość cerkwi została zamieniona na kościoły katolickie. 

       

       Wisienka na torcie - najszerszy z kilku bieszczadzkich wodospadów - ok 38 m. Niby niewielka rzeczka w Uhercach Mineralnych, ale wodospad robi wrażenie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 stycznia 2015 21:19
  • środa, 21 stycznia 2015
    • bawełniana narzutka

      Powoli kończę swój kilkumiesięczny kurs szycia pod okiem Jana Leśniaka. Chyba pora zacząć jakieś podsumowania..

       

      Okazuje się, że sporo wiedziałam.

      A jednak napotkałam wiele trudności, zwłaszcza przy konstrukcji. Rysujesz dwie linie i nagle okazuje się,  że nie są do siebie równoległe; mimo, że powinny i mimo, że tak właśnie je rysowałam. Poza tym konstrukcja jest niezwykle ciekawa, chociaż skomplikowana. Potrzeba dużo wyobraźni, żeby wymyśloną kieckę przełożyć na model podstawowy i wiedzieć, ile i gdzie dodać i odjąć, żeby wyszło zgodnie z projektem. Z siatki podstawowej stworzyć wykrój swojego ciucha. A na koniec jeszcze zszyć to tak, żeby wszystko "grało".

       

      Do moich faux pas notorycznie należało przyszycie czegoś odwrotnie, niż powinnam; i zauważenie tego dopiero po zakończeniu szycia. No i jeszcze jeden problem, z którym będę starała się walczyć i pracować. Wszystko robię "na oko". Jan rysuje linię co do centymetra, a ja "ciacham na oko". Z tego  może wyjść tylko jedno - zawsze problem. A to za krótko, za długo, krzywo, nierówno, za płytko, za.....

       

      Na tym zdjęciu propozycja, którą uszyłam w domu. Jan pokazywał taki płaszczyk w Dzień Dobry TVN:

      https://janlesniak.wordpress.com/2014/10/14/magenta-i-centymetr-w-barwach-legii/

       

      U mnie - ze względu na ilość materiału - jest trochę krótszy i pełni rolę "narzutki". Płaszczykiem go raczej nie nazwę.

       

      Materiał jest właściwie osobną historią - leżał najpierw w szafie Babci jako jeden z jej "przydasiów" i ma ze 25 lat. Pamiętam, że jak byłam mała, to wymyślałam, co z niego uszyję. No bo taki fajny, bawełniany... Potem leżał w mojej szafie i szkoda mi było go ruszyć, bo a nuż się "na coś przyda". Wreszcie się za niego zabrałam, pociachałam i jest.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      środa, 21 stycznia 2015 11:22
  • wtorek, 20 stycznia 2015
  • niedziela, 18 stycznia 2015
    • pora skończyć temat świąteczny - cz 2.

       Czas zakończyć tematykę świąteczną. Mimo pracy próbowałam chociaż trochę przywołać atmosferę czekania na Boże Narodzenie. Zrobiłam kilka kartek. Żadna z tych prac nie jest wykończona, w każdej czegoś brakuje... może poprawię je w przyszłym roku. Jak dla mnie nie są wypełnione, ale zabrakło mi już czasu a teraz tym bardziej, nie mam motywacji - właściwie już można zacząć myśleć o zajączkach i pisankach... W międzyczasie dekorując dom serduszkami walentynkowymi. Czas jest niesprawiedliwy, biegnie za szybko! Zwłaszcza w tym tygodniu mógłby zwolnić. Jesteśmy na feriach - urlopie w Bieszczadach. Aż 5 dni! I TYLKO 5 dni. Im wolniej będzie biegł, tym więcej uda nam się zrobić, zobaczyć, spróbować, zwiedzić, pospacerować, może nawet odpocząć.. Oczywiście wzięłam ze sobą zapas - nici, szydełka, filc (na kwiatki filcowe).

       

       

      Na koniec... bombka. Kupiliśmy z Małżem 3 sztuki - szklane, przezroczyste. Tzn mój najlepszy Małż kupił mi trzy sztuki, żebym miała co robić... Pierwsza - pękła w aucie, zanim wyjechaliśmy z parkingu centrum handlowego. Drugą - prawie skończyłam. Jak bardzo prawie - na zdjęciu poniżej. Trzecią schowałam głęboko - może w przyszłym roku będę miała więcej szczęścia... i czasu.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 stycznia 2015 21:38
  • środa, 14 stycznia 2015
  • poniedziałek, 12 stycznia 2015

Wyszukiwarka

Autorzy

Zakładki

  • Http://arlahobby.blox.pl/html

  • Http://www.scrapcafepl.blogspot.com/

Kanał informacyjny

ZrobiszToSam.com - rękodzieło i porady DIY - wyszukiwarka porad DIY

Opcje Bloxa