Szyciówka

wymyślam, działam, kombinuję, szyję, szydełkuję, dziergam, wycinam, kleję, patrzę, czytam, mówię, słucham, zwiedzam, szukam, gotuję, piekę... nie potrafię siedzieć z założonymi rękami

Wpisy

  • poniedziałek, 30 września 2013
    • wieczór panieński

      

      Ostatni tydzień spędziłam na planowaniu wieczoru panieńskiego przyjaciółki, która w przyszłym tygodniu wychodzi za mąż.

      To mój drugi wieczór panieński, który organizowałam. Nadmienię, że ani jeden ani drugi nie miał wiele wspólnego z tymi wieczorami panieńskimi, o których czyta się w internecie albo z tymi, których uczestniczki widzi się w klubach (albo w drodze do klubów, o ile nie bywa się w takich miejscach). Również mój wieczór panieński był mało standardowy, ale najlepszy na świecie!

       

      Wieczory panieńskie, będące dla panny mającej wyjść za mąż, symbolicznym pożegnaniem panieństwa, znane były od wieków. To wcale nie jest nowa moda! Czytam o przystrajanych warkoczach, o zbieraniu na grzebień dla przyszłej mężatki. Znalazłam też informacje o śpiewaniu w czasie wieczoru żałobnej pieśni. Portale typowo ślubne opisują, że zwyczaj wywodzi się z XIX wieku. Historia jednak pokazuje, że wieczory panieńskie zwane rozplecinami lub warkoczem były obecne już w obrzędach starożytnych Słowian. 

      Inne warunki, możliwości, sposoby na spędzanie czasu. Jednak cel jest wspólny - pożegnanie panieństwa.

       

      Kilka rad dla tych, którzy chcą uprzyjemnić czas pannie młodej w sposób mniej standardowy a także dla tych, którzy nie potrzebują alkoholu, striptizu męskiego. W czasie tych wieczorów jest czas na to, by pobyć ze sobą, powspominać.

       

      U naszej Panny Młodej (dalej: P.M.) zebrało się wąskie grono najbliższych przyjaciółek i koleżanek. Zaczęłyśmy od wspólnego przygotowania posiłku. Potem nastąpił czas na wspólną rozmowę i kolację. Po niej zaskoczyłyśmy P.M. zabawami, sprawdzającymi jej kompetencje jako przyszłej Żony. A więc...

      1. test znajomości męża. Teraz zwykle telefony są podawane na zaproszeniu, więc zawsze można zadzwonić do narzeczonego i wysłać mu kilka pytań. P.M. odpowiada. Sprawdzamy znajomość mężczyzny swojego życia.

      2. pytania do P.M. - zadałyśmy kilkanaście pytań, o pierwsze spotkanie, pocałunek, o wspólne plany. Świetny czas, żeby P.M. opowiedziała o tym, co być może umknęło w czasie rozmów. Nie obyło się również bez wspomnień o byłych chłopakach.

      3. przyszycie guzika - "wychodzicie na elegancką kolację a w koszuli męża nie ma guzika. Przyszyj jak najszybciej i jak najdokładniej"

      Pytania można wygrzebać w internecie; polecam przejrzenie stron i forum w poszukiwaniu inspiracji. Trzeba pamiętać, by dopasować pytania i pomysły do P.M. i jej zwyczajów.

      Poprosiłam każdą z dziewczyn, by przygotowała kilka zdjęć, na których jest P.M. Wspólne oglądanie zdjęć pod hasłem "koniec panieństwa"; mnóstwo wspomnień, śmiechów, opowieści.To jest świetny pomysł, sprawdził się.


      Na koniec siedziałyśmy wszystkie na ziemi i popijając drinki, podjadając czekoladowe founde z owocami, owijałyśmy czekoladowe cukierki ozdobną tkaniną

      . Zrobiłyśmy ze dwieście paczuszek, owiniętych kolorową organzą, przewiązanych wstążeczką i z karteczką z podziękowaniami.

      Oczywiście nie obyło się bez baloników i serpentyn. W prezencie P.M. dostała

      książkę:

       

      oraz delikatną koronkową bieliznę. Dodatkowo dostała "wyprawkę P.M." (jak już uznałyśmy, że zdała test na dobrą żonę) a w niej m.in. karteczki samoprzylepne, by zapisywać mężowi listę zakupów, winko panieńskie na romantyczny wieczór, cebulę - żeby oczyścić oczy z toksyn albo wymusić nowe buty/sukienkę/sprzątanie mieszkania. Był też batonik, żeby uzupełnić energię i piłeczka antystresowa i mentosy, żeby zawsze było świeżo.
      Najwięcej było śmiechu z odczytywaniem, co do czego przyda się w życiu mężatki. A o to chyba chodzi w tym współczesnym wieczorze panieńskim - żeby w tym stresującym okresie rozluźnić się i pośmiać.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „wieczór panieński ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 września 2013 20:35
  • niedziela, 22 września 2013
    • Dary lasu

      Wczoraj byliśmy na pierwszym grzybobraniu w tym roku. Ja co prawda grzybów nie zbieram i wielokrotnie stałam nad grzybkiem i o mały włos na niego nie nadepnęłam... Grzyby za to widzi mój Małż, przy czym świetnie je rozpoznaje i uwielbia zbierać. Chodzę więc krok w krok za nim, cieszę się spacerem, lasem, wyjazdem z miasta. Lubię te wyjazdy, chociaż rzadko nam się udaje, przyjemnie jest spędzić czas w lesie. Nawet, jeżeli plon nie jest wielki...

      A nasz nie był wielki, niestety... Czy zbieracze kiepscy, czy las nie był grzybny? 15 dag grzybów - wyjdzie z tego na pewno przepyszna zupa grzybowa.

      Grzybów było mnóstwo i owszem, były na każdym kroku. Ale wszystkie były niejadalne. Wyszłam z założenia, że jeżeli widzę grzyb, to jest on trujący. Tak więc udało mi sie zebrać tylko kilka kurek, te akurat udało mi się zauważyć - są żółte i prześwitują przez poszycie.

       

      Nasz pierwszy znaleziony grzybek.

       Te grzyby, które były widoczne, były piękne, kolorowe. Pod dużymi kapeluszami czerwonego muchomora mieszkał Hałabała, kiedyś w to wierzyłam. Teraz wspominam to z sentymentem, patrząc na muchomora. Niestety, wszystkie, które ja oglądałam i którymi się zachwycałam, były niejadalne.

       

       

       Nam udało się znaleźć kilka kurek, podgrzybka, kanię. W większości są to zdobycze Małża, mi w udziale przypadło uwiecznienie tych trofeów. Prawda, że śliczne? Ale niemalże niewidoczne. To, co dobre, jest mało widoczne i trzeba się sporo naszukać. Takie porównanie z przyrody do prawdziwego życia - to, co trujące, złe, rzuca się w oczy, wręcz narzuca się, jest wszędzie. To, co jest jadalne, zdrowe, jest jak wartość w życiu. 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 września 2013 11:38
  • sobota, 21 września 2013
    • jak to dawniej bywało...a teraz jest DIY

      Kiedyś była plastyka, praca technika, zpt. Co to jest ZPT? Zajęcia praktyczno - techniczne. W mojej podstawówce były dwie pracownie, w jednej były kuchenki, maszyny do szycia; w drugiej młotki, imadła, śrubki, piłki do cięcia drewna i metalu. Nie wiem, jak jest teraz, ale raczej dzieciaki nie mają okazji spróbować tych prac.

      Kiedyś wszystko nadawało się do przerobienia, bo albo nie było w sklepie albo nie było pieniędzy. Dlatego ludzie zanim coś wyrzucili, szukali innych możliwości.

      Dzisiaj nazywa się to do it yourself.

      Dzisiaj nazywa się to recyclingiem.

      Dzisiaj nazywa się to hand made.

       

      Myślę, że moda wraca. Moda na własnoręczne wykonanie wielu przedmiotów użytkowych, biżuterii i ubrań. Wybierając rzeczy, które są robione ręcznie, wybiera się ciekawsze, unikatowe projekty, często wykonane dużo lepiej niż to, co pochodzi z produkcji masowej. Nie trzeba daleko szukać. Ubrania? W sieciówce kupujesz kiepską jakość tkaniny, nie dopasowane do sylwetki. U krawcowej szyje się ubrania dopasowane, zmodyfikowane tak, żeby ładnie kształtowały sylwetkę. Są niepowtarzalne. Takie same są plusy noszenia biżuterii wykonanej ręcznie. Każdy projekt jest unikatem, najczęściej są to też rzeczy wyróżniające z otoczenia. Najczęściej są to jednak gadżety ekstrawaganckie, więc nie każdemu to odpowiada.

      Hand made oznacza oryginalnie i nieprzeciętnie. Fajnie jest zrobić ręcznie coś, co będzie ciekawe i inne niż to, co jest dostępne w galeriach handlowych. 

       

      W ostatnim tygodniu zrobiłam koszyczek na sięprzydasię. Może stać w łazience; ja mam zamiar wstawić do do szuflady na bieliznę. Może wreszcie uda mi się uporządkować szufladę.

      Koszyczek jest robiony na szydełku. Teraz taką włóczkę nazywa się Włóczka Hooked Spagetti, kupuje się włóczkę i specjalne grube szydełko czy druty; najciekawsze jest to, że nasze babki robiły tą metodą chodniki okrągłe albo podłużne a używały różnokolorowych skrawków tkanin. Nic się nie marnowało! Takie chodniki można teraz kupować np w Ikei. 

      Ja jednak użyłam metody babć, czyli pociętych na paski starych ubrań. Najlepsza jest bawełna z tshirtów, bo jest ciągnąca się i ładnie się układa.

      Najwięcej czasu zajmuje pocięcie materiału na cienkie paski, ok 1-2 cm. poszczególne tasiemki zszywałam, można też ciąć bez przerwy - tak, żeby "zawracać" nożyczkami. A potem szydełko do ręki...Szydełko - uwaga - należało do mojej babci i jest zrobione z łyżeczki do herbaty.

       


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      sobota, 21 września 2013 23:42
  • środa, 18 września 2013
    • Prof. Jadwiga Staniszkis

      Wypowiedzi Jadwigi Staniszkis są zawsze szeroko komentowane. Najtęższe mózgi chylą przed profesor czoła. Nie ma się co dziwić, lista zainteresowań i publikacji na Wikipedii jest pokaźna. Ja jednak nie o tym.. Czy ktoś zwrócił na Panią Staniszkis uwagę? O, na pewno! Bo ona rzuca się w oczy.

      Pani Jadwiga ma na siebie pomysł. Jej znakiem rozpoznawczym od wielu lat stały się długie siwe włosy zaczesane w gładki kok i czerwona pomadka.

      Uwielbiam patrzeć na kobiety, które mają to "coś" w sobie. Ona jest takim przykładem. Ubiera się, można to chyba tak określić, stosownie do swojego wieku. Bez zadęcia, bez przesady. Styl ubierania się nie jest ciekawy, można powiedzieć natomiast, że poprawny. Nie ma ekstrawagancji, kombinowania. Można chyba powiedzieć, że Staniszkis jest świadoma swojego wieku. Uwielbiam przyglądać się takim kobietom. Tym, które do swojego wieku podchodzą z pełną świadomością. Nie próbują na siłę się odmłodzić. Cały jej look tworzy konsekwencja, z jaką podkreśla usta i czesze włosy.

      Zdecydowanie jest to kobieta, która powinna być inspiracją nie tylko dla intelektualistek!


      źródło: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/51,53662,7428431.html?i=15 

       

       Takich pań jest więcej. Lubię je zauważać w tłumie może dlatego, że sama mam świadomość, że za kilkanaście lat będę w ich wieku.

       

      Tymczasem widzę pięknie ubrane kobiety, które lubią modę i korzystają z pomysłów kreatorów mody ale potrafią przełożyć to na własny język. Moja nauczycielka pilatesu twierdzi, że starsze kobiety mają niesamowitą umiejętność rozumienia własnego ciała i potrafią go słuchać, znają swoje ciało. My, trzydziestki, wciąż się tego uczymy. Wy, czterdziestki, już pewnie panujecie nad tym. A Wy, pięćdziesiątki... pozostaje mi dążyć do Waszych możliwości. Piękne, dojrzałe, nie wstydzące się zmarszczek, siwizny, - jesteście dzisiaj moją inspiracją!

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      środa, 18 września 2013 17:46
  • niedziela, 15 września 2013
    • niedzielnie...

      Korzystając z tego, że jest niedzielne przedpołudnie, można poleżeć jeszcze w pieleszach, z dobrą kawą i Trójką w tle, postanowiłam dorzucić jeszcze jeden wpis.

      Z otwartego okna wieje już chłodem, charakterystycznym dla września. Chłodne rześkie powietrze. Lubię tę porę roku, o ile tak, jak teraz, nie muszę wyskakiwać z łóżka, tylko przykryć się pod samą szyję, a orzeźwiającą bryzę czuć na twarzy.

       

      Miniony tydzień był dla mojego hobby bardzo obfity. Do środy siedziałam w domu na zwolnieniu lekarskim.

      Czy można o mnie powiedzieć, że mam hobby? To chyba nie jest hobby, może raczej sposób życia. Bo wiąże się przede wszystkim z tym, żeby COŚ robić. Nie lubię nudzić się, nic nie robić. Nie potrafię odpoczywać biernie, gapiąc się w ścianę - zasypiam w ciągu minuty. Co, to właściwie mało ważne. W czasie wizyt w pubie, gdy pod piwo dawano mi podkładkę, łamałam kartonik i rwałam najdrobniej, jak się udało. Hmm a może to nerwowe, że muszę jakoś zająć ręce? Być może... dlatego szydełko, szycie.. Denerwuję się, gdy coś mi się nie udaje. Nie lubię własnej niedoskonałości... Chciałabym - gdy już za coś się zabieram - żeby wychodziło mi idealnie. No coż... Uczę się więc akceptować te niedociągnięcia.

       

      Udało mi się zrealizować pomysł przystosowania pudełka po butach do pełnienia funkcji ozdobnego pudełka. Kilka miesięcy temu okleiliśmy jedną ze ścian w łazience tapetą we wzór gazety. Teraz zostały mi resztki, których już kiedyś użyłam do oklejenia pudełek po ryżu. Oklejone i przecięte w poprzek są idealną domową kosmetyczką, porządkującą moje kosmetyki do makijażu. Wymyśliłam, że mogę mieć więcej takich pudełek, porządkujących moją rzeczywistość. Wszystkie mogą być w podobnym stylu - oklejone tapetą w gazetowy wzór.

      Oklejone pudełko z wieczkiem, które było pudełkiem po butach, stanęło wysoko na meblach. Zmieściły się w nim moje biżuteryjne ukochane kwiaty. Uwielbiam je i kilka sezonów temu nosiłam do wszystkiego. Jakoś mi się znudziły, ale nie mam serca wyrzucić tej całej kwiaciarni, niebieskich korali mamy, które mi w ogóle nie pasują, czy jeszcze innych korali, co najmniej sprzed dekady.. No cóż, wszystko sięprzydasię, poza tym - sentyment, poza tym - chomikowanie.

       

      Zaczęłam też kilka projektów, które teraz mogę swobodnie kończyć wieczorami... Zabrzmi tajemniczo, ale o tym wkrótce.

      miłej niedzieli!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 września 2013 10:48
    • Słodkości

       

      Zmobilizowałam się do pracy i tak powstało śliwkowe ciasto. Śliweczki lekko kwaśne, miękkie i delikatne. Ciasto puszyste, wilgotne, słodycz komponuje się ze smakiem śliwki.

      Idealne na tę porę roku - jeszcze w pamięci jest wspomnienie lata ale już jest coraz chłodniej. Nawet gdy jest ciepło, przyjemnie jest otulić się miękkim szlafrokiem.

      Wszystkim, którzy mają na niedzielne popołudnie ciasto, życzę smacznego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 września 2013 10:23
  • czwartek, 12 września 2013
  • wtorek, 10 września 2013
    • research ciuchowy i modowe inspiracje

      Za kilka tygodni jadę na wesele. W związku z tym, przy aplauzie i udziale mojego Małża cudownego, wczoraj miałam okazję zrobić research ciuchowy w centrach handlowych. Aplauz i udział Małża był. Uwielbiam robić zakupy z moim Mężem! Jest wyrozumiały, cierpliwy. Daje mi czas na rekonesans w przestrzeni sklepu a potem pomaga w wyborze. Nie jest to mąż idealny, ma swoje gorsze dni. Zdarzyło nam się wyjść ze sklepu. Jako małżeństwo w typie włoskim, głośno żyjemy a jeszcze głośniej kłócimy się. Ale wiem, że mogę na niego liczyć - obiektywna opinia, umiejętność sprawnej oceny i znajomość mojego stylu.

       

      Niestety, nie mam wiele możliwości, jeżeli chodzi o moją sylwetkę i rozmiar. Tak sobie myślę, że wciąż brakuje sklepów, gdzie można będzie kupić fajne ciuchy w rozmiarze xl. Jest kilka sklepów, które odwiedzam i często widzę tam ciuchy dla starszych pań. A ja mam 31, czuję się jak dwudziestka ale noszę rozmiar xl (szeroko rozumiany). Chcę mieć fajne ubrania, które będą pasowały do mojej sylwetki.

       

      Wczoraj udało mi się więc rozejrzeć, co jest w sklepach i już wiem, że mogłabym wydać własną pensję na nowe ciuchy! Planuję właśnie zrobić prezentację Małżowi, w której będę go przekonywała, że potrzebuję nowe ubrania.

       

      Niestety, sukienki weselnej na razie nie znalazłam. Za to inspiracji - mnóstwo!

       

               1. kratka - pamiętam moją flanelową koszulę w kratę z lat 90. Obowiązkowo czarno - czerwona!  
      Teraz wraca krata, zarówno ta klasyczna jak i szkocka. W tle zdjęcia moja spódniczka w kratkę.
      Koniecznie muszę sięgnąć jeszcze gdo tego stylu, może znowu koszula w kratę?

       

                  2. kolor bordowy - kolor wina, bordeaux, burgund. Różne odcienie mają różną      nazwę. 

      Uwielbiam go od paru sezonów i chętnie widzę w swojej szafie. Uparłam się, żeby elementy mojej ślubnej kreacji były w tym kolorze. Stąd buty wykonane na zamówienie i toczek miały kolor bordowy.

               styl retro - W tle zdjęcia torebka kopertówka w tym stylu; słupki w butach, szerokie spódnice do kolana, sukienki w stylu Grace Kelly, perełki.. uwielbiam ten styl!

       

       

       

       

      3. torebka futerkowa - oglądałam taką ostatnio w sklepie, duże i małe - całe z futra. Podchodzę do tego trendu z dystansem, ale w zbiorze torebek znalazłam również kopertówkę z futerkiem. Kupiona za grosze w second handzie. Chyba w tym sezonie będę trendy!

       

       

      To tylko kilka trendów, na które zwróciłam uwagę i które spodobały mi się. Zdjęcia pochodzą z wrześniowego HOT MODA.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 września 2013 10:22
  • niedziela, 08 września 2013
    • Inspiracja - koronki

       

      Kiedyś wpadłam na pomysł, żeby stary koszyczek, tzw łubiankę obszyć materiałem. Skoro koszyk był już zniszczony, trzeba było coś z nim zrobić, po co wyrzucać? Obszyłam bordową tkaniną. Koszyk stoi w łazience, jako pojemnik. Pomysł ozdobienia go koronką pojawił się po kolejnej wizycie w sklepie - galerii Gama.

       

      Na zwykłych ręcznikach, w beżowych i kremowych kolorach, naszyte były koronki robione na szydełku. Koronki były z dość grubej nici, były przedłużeniem ręcznika. Wyglądało to fascynująco. Przede wszystkim naturalnie, kolory i kształt koronek. Subtelna ozdoba. Pomysł tak mi się spodobał, że zrobiłam kilka fotek a po powrocie do domu wydziergałam pierwszy wzór koronki.

       

      Wzór miał być próbką, czy mi wystarczy sił, umiejętności, energii. Dlatego koronka jest zrobiona ze zwykłego kordonka. Okazało się, że świetnie pasuje do tego koszyczka, który stał niepozornie w łazience. Wygląda teraz bardzo stylowo!

       

      Zarówno koronkę na ręczniki, jak i pudełko obszyte materiałem i koronką zapisuję na listę planów i pomysłów do zrealizowania.

       

       

      Tak prezentuje się koszyczek w łazience. 

       

      

       

      Zdobienie ręczników - ręcznie wykonane koronki i kwiatki naszyte na tkaninie frotte.

      Dodatkowo - biały bawełniany pasek, obrębiony łezkami i z naszytymi kwiatkami z tej samej, co koronka, nitki.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      niedziela, 08 września 2013 11:50
  • środa, 04 września 2013
    • początek jesieni

      Weekend spędziliśmy w domu Rodziców. Małe miasteczko, w którym się wychowałam niewiele się zmieniło. Kilka nowych sklepów, budynków. Większość czasu spędziliśmy u Babci, u której zawsze jest mnóstwo do zrobienia. Moi Rodzice należą do zdeklarowanych pracoholików, w związku z tym nie ma mowy o "nic nie robieniu". Trzeba pokryć dach szopki, podlać tuje w ogrodzie, posprzątać w domu, przygotować posiłek. No cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Pewnie dlatego nie potrafię siedzieć w miejscu, muszę się czymś zajmować. Choć trzeba też oddać sprawiedliwość Małżowi, który w przeciwieństwie do mnie preferuje odpoczynek mniej aktywny. Czasem miło jest założyć ręce za głowę i praktykować święte nic - nie - robienie.

       

      Weekend pełen atrakcji, tymczasem już połowa tygodnia i pora pokazać, co uwieczniłam na zdjęciach.

       

      Jestem zaczarowana tym, co pokazała mi Mama. A jednocześnie pozytywnie zainspirowana. Pokazała mi kołnierzyk robiony na szydełku. Taki sam, jak nosiła ona, kiedy była mała. Mamy taki kołnierzyk szydełkowy schowany głęboko w szufladzie. Robiła go zapewne któraś z moich prababć. I Mama zrobiła według tego wzoru swój własny. Szkoda mi tylko, bo miała dać go w prezencie najstarszej wnuczce, która była pierwszy raz w szkole. Wiecie, pierwszy dzwonek, pierwszy dzień szkoły, prezent od babci. Szkoda, bo nie udało się. Mam nadzieję, że jak wnuczka dostanie prezent, pokaże babci, że jej się podoba. Fajnie by było, bo myślę, że to najlepsza nagroda dla babci za pracę i wytrwałość. Zrobiłam fotkę, na pamiątkę. I obiecałam  dostarczyć porcję opisów, żeby mogła zrobić dla kolejnej wnuczki.

                        

       

      Przed wyjazdem wpadliśmy na gruszki. W związku z tym od powrotu jest w naszym domu gruszkowy tydzień. Soczyste, miękkie, słodkie... pyszne, niepowtarzalne. Smakują zupełnie inaczej niż te, które można dostać w sklepie poza sezonem. Pięknie wyglądają w koszu, prawda? Kilka słoików zrobiłam na zimę, do tarty.

             

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „początek jesieni”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      anialibera
      Czas publikacji:
      środa, 04 września 2013 17:50

Wyszukiwarka

Autorzy

Zakładki

  • Http://arlahobby.blox.pl/html

  • Http://www.scrapcafepl.blogspot.com/

Kanał informacyjny

ZrobiszToSam.com - rękodzieło i porady DIY - wyszukiwarka porad DIY

Opcje Bloxa